|
|
|
P.S. Nasi towarzysze z Detroit opuścili Łódź już jakiś czas temu, my zatopiliśmy się w codziennym rytmie pracy i niecodziennych wydarzeniach Kongresu Ruchów Miejskich, dlatego z pewnym opóźnieniem wyciągamy notatki z ostatnich dni pobytu Stevena i Philipa i roztaczamy wizję wspólnej przyszłości.
Za półmetkiem zdjęć Kiedy Michał musiał powrócić w swoje dętkowe podziemia, przejęłam jego funkcję niańki połączonej z producentem i sekretarzem planu tej partyzanckiej filmowej inicjatywy. To było ciekawe, odśrodkowo - zewnętrzne spojrzenie na rzeczywistość, na zmarnowane szanse, istniejące potencjały, podskórną energię. Odwiedzamy mieszkania i miejsca pracy ludzi związanych z miastem, pochodzących stąd i przyjezdnych, urzędników, działaczy, artystów. Słucham, a każdy z nich opowiada fragment mojej historii. Wielu jest na jakiejś dziwnej granicy życia, za którą zacznie się nie-Łódź. Philip zadaje proste, nieschematyczne pytania, zmuszają do zastanowienia się, zamiast wyciągania z pamięci gotowych zdań podawanych zwykle dziennikarzom. Polskie nazwiska rozmówców zlewają im się w głowie (również przez ilość), wrócą zapewne dopiero w postprodukcji. Więc nie ma Nazwisk, jest tylko Krzysztof-ujęcie pierwsze. Philip szuka odpowiedzi, na prywatny związek miastem, na tutejsze wybory, ale też odpowiedzi na własne miasto. Recepty na miasto postindustrialne. Każdego dnia czuć, jak coraz bardziej pracuje mu pod czaszką. Steven kręci. Wzrasta we mnie nieustannie podziw stabilności ujęć, które potrafi zrobić z ręki.
Miło ich oprowadzać. Znane jest mi uczucie, kiedy pokazuję komuś miasto i zaczynam patrzeć na nie innym okiem, ale niesamowite było znalezienie w ich oczach dużo więcej zrozumienia dla dziur na Tuwima i Kilińskiego niż u znajomych z Krakowa czy Wrocławia. Po kilku podróżach tramwajem, linią 12 i 15, wciąż byli zachwyceni. U nich wcale nie ma komunikacji miejskiej.
Simple message, small steps, wzajemna resuscytacja? Na piątkowym spotkaniu (4 czerwca) w Philipie wykipiała kumulowana energia. Okazuje się, że Detroit Lives! działają na dobrze nam znanych poziomach: konsultacje społeczne, konsultacje z politykami, pisanie grantów. Tylko że każdą myśl przekładają na to swoje "simple message" wcielaną w życie stopniowo. No tak, amerykańskie. My tu jesteśmy zmęczeni i postkomunistyczni. Ale jednak, moglibyśmy się sporo nauczyć przy naszej nieustającej rewolucji wyobraźni, która często zapomina, że droga realizacji wiedzie przez kanalizację. Zarysowała się zadziwiająco realna możliwość współpracy, przeszczepiania nie idei, ale sprawdzonych, drobnych rozwiązań.
W najbardziej podstawowym poziomie, największą wartością tego przyjazdu, było dla nich odkrycie i udowodnienie, że Detroit nie jest jedyną taką na świecie dziurą w Stanach Zjednoczonych, dla nas refleksja, że Łódź nie jest jedyną taką na świecie dziurą w Polsce. Problem miast postindustrialnych jest globalny.
The end (of part 1) Wieczorem wracamy do bazy wypadowej, skąd ruszyć mamy gdzieś "w miasto". Zaczynamy żartować sobie z wzajemnych amerykańsko-europejskich fantazmatów. Mamy iść w stronę Szwalni, zahaczając przez Murek żeby zgarnąć resztę towarzystwa. Przechodzimy przez Piotrkowską, na której jest więcej ludzi niż kiedykolwiek widziałam o tej porze roku i dla ścisłości tłumaczę im, że zimą to jest "dead place". Dochodzimy wspólnie do wniosku, że podobny klimat (umiarkowany - z jesienną depresją i śnieżną zimą) jest w tej naszej postindustrialnej kwestii cholernie istotny. Docieramy na Murek (na którym też jest więcej ludzi niż zwykle) i dopiero teraz idzie im zachwyt w pięty. Nagrywają szum dziesiątek rozgrywających się rozmów i oświadczają, że na razie nigdzie nie chcą się ruszyć.I potem się jeszcze działo i gadało, chodziło, aż do wschodu słońca nad pomnikiem Kościuszki.
Philip wyjechał wcześniej i po przygodach jelitowych w Hiszpanii z błogością powrócił na własne podwórko z grillem w Detroit. Steven został 10 dni dłużej, buszował z aparatem po klubach i opustoszałych fabrykach, potem przez Czechy i Paryż i chyba jeszcze Holandię zaczął zmierzać w stronę ojczyzny, w której odbyć ma się druga część zdjęć i montaż filmu. Jeśli wszystko się uda ( i jeszcze kilka innych "jeśli"), w listopadzie świat ujrzy Detroit& Lodz: Solutions for Post-Industrial Cities...
Marta Madejska
C.D.N.
|
Podziel się tą informacją:
|