|
Łódź – miasto wież Wywiad z Beatą Konieczniak – Miejskim Konserwatorem Zabytków – Pochodzi pani z województwa śląskiego, skąd więc decyzja o przyjeździe do Łodzi – podyktowana ofertą pracy czy może chęcią zamieszkania w tym mieście? – Tak, ja nie jestem rodowitą łodzianką… Z Łodzią związałam się poprzez kontakty przyjacielskie, znajomych i kilka odwiedzin tego miasta przed przeprowadzką. Łódź mnie wtedy zauroczyła. Sama decyzja o osiedleniu się w Łodzi związana była z kolejną zmianą w moim życiu. Dziś mogę powiedzieć, że na pewno nie żałuję tej decyzji, ponieważ Łódź jest dla mnie inspirująca, pokochałam ją i bardzo chciałabym coś dobrego dla tego miasta zrobić. Poza tym wydaje mi się, mówiąc może trochę nieskromnie, że ludzie z zewnątrz przybywający do Łodzi starają się zadbać o to miasto, dostrzegając jego zalety. Ja osobiście zauważam to, co jest w Łodzi piękne i dlatego staram się poprzez moje obowiązki zawodowe pomóc to piękno wyeksponować Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi tak ciekawa, niepowtarzalna tkanka zabytkowa. – Jaką Łódź znała pani przed przeprowadzką? – Patrząc wstecz, muszę przyznać, że kiedyś Łódź była przeze mnie postrzegana jako miasto niestety smutne. Przyjeżdżałam tutaj w latach mojej młodości na zakupy z koleżankami. Raz także z siostrą przyjechałyśmy po jej suknię ślubną do sklepu Madame Synowieckiej. I wtedy troszeczkę inaczej odbierałam Łódź. Pamiętam tłumy ludzi na ulicach, wychodzących z zakładów pracy, goniących za czymś. I to mnie w jakiś sposób szokowało, że to miasto jest takie pełne ludzi, a tak mało w nim było życia, radości. Poza tym znałam wtedy jedynie mały skrawek miasta – odcinek od Dworca Łódź-Fabryczna do ulicy Piotrkowskiej i jej pasaży, co – patrząc z dzisiejszej perspektywy – nie pozwalało mi w pełni dostrzec walorów, kryjących się w tej przestrzeni miejskiej. – Co pani sądzi o Łodzi teraz, już jako łodzianka? – Teraz wydaje mi się, że Łódź się zmienia, a sam proces tej zmiany oznacza poprawę warunków funkcjonowania miasta. Chciałabym, żeby jak najwięcej osób dostrzegło pozytywne aspekty przemian wewnątrz Łodzi. Nie chodzi mi tu tylko o mieszkańców naszego miasta, ale również o ludzi z innych miejsc w całej Polsce. Dzisiejsza Łódź to nie jest już fabryczne, robotnicze miasto, jak przyjęło się ją postrzegać. Łódź zmienia się na lepsze i trzeba to zauważyć. Ten pejzaż ma przecież wielki zasób kulturowy i artystyczny. Jest więc wciąż żywa legenda Łodzi filmowej, są piękne galerie, muzea, liczne obiekty zabytkowe, m.in. wielkie zespoły pałacowo-przemysłowe. Mamy więc się czym pochwalić i trzeba to wszystko dobrze wyeksponować. Mnie z racji pełnionej funkcji właśnie na takich działaniach wobec Łodzi najbardziej zależy. – Powiedziała pani w jednym z wywiadów, że „kocha Łódź jako miasto za jego wyjątkowość”. W czym dostrzega pani tę „wyjątkowość Łodzi”? – Odnosząc się do moich pierwszych kontaktów z tym miastem, ową wyjątkowość, swego rodzaju magię, dostrzegałam w architektonicznych obiektach poprzemysłowych. Kiedy pierwszy raz wybrałam się na Księży Młyn, znalazłam się w miejscu pełnym różnorodnych rozwiązań urbanistycznych. Są tam przecież zarówno domy familijne, szkoła, fabryka, pałac, piękne założenie parkowe, wyremontowana Straż Pożarna. Ten kadr aż ociekał niezwykłością. Drugim zderzeniem z tą magią Łodzi wyjątkowej był dla mnie Pałac Poznańskiego, w jego usytuowaniu w okolicach potężnej, ceglanej przędzalni i ogrodzeniem z piękną bramą, bogatą w detale. Również miło wspominam pierwszy wjazd do osiedla w okolicach ulic Kwarcowej i Ołowianej, wpisanego do gminnej ewidencji zabytków. Tam czułam się jak na Złotej uliczce w Pradze. Mijałam niesamowite, maleńkie domki, śliczne założenia przestrzenne. Odkryłam magiczne miejsce w mieście i zauważyłam ze zdziwieniem, że jego mieszkańcy tego piękna oraz wyjątkowości swoich domostw często nie dostrzegają. Podejmują czasem działania ingerujące w zabudowę – tak cennej z punku widzenia konserwatora – tkanki zabytkowej. Podobnie prezentuje się architektoniczny plan widzewskiego osiedla przy ulicy Niciarnianej, gdzie znów dostrzegamy małe, niskie domostwa, wąskie z ciekawym klimatem uliczki – kolejny wyjątkowy fragment miasta, bo takich osiedli tak naprawdę już nie ma. Myślę, że nawet sami łodzianie nie zdają sobie sprawy, że odwiedzając tak nieodległe miejsca, mogą poczuć się jak w zupełnie innym, zatrzymanym w czasie świecie. Albo budynek Otto Gehliga przy ulicy Tuwima, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. A teraz niestety obiekt ten jest zagrożony i dlatego podejmujemy działania prewencyjne, aby go uchronić, zachować wśród jednych z cenniejszych zabytków miasta. I to są takie pierwsze inspiracje, które przyciągnęły moje serce do Łodzi. Bo tylko tu znajdują się obiekty rezydencjonalno-fabryczno-pałacowo-robotnicze, których gdzie indziej się nie spotka. Żeby dostrzec tę sferę, trzeba wejść w miasto głębiej niż ulica Piotrkowska, którą wszyscy znają, spacerują nią. Trzeba trafić np. na ulicę Włókienniczą – zapomnianą, niedocenioną, ale posiadającą przecież niepowtarzalny charakter. O tę ulicę powinniśmy zadbać, spróbować ją pokazać, bo na to zasługuje. Trzeba przyciągnąć wzrok ludzi do obecnych tam detali, symboli, starych bram, historii tego miejsca. Bo przecież takie ulice wpisują się w ramy tożsamości miasta wyjątkowego, jedynego w swoim rodzaju. Łódź jest przestrzenią utkaną z takich miejsc, dzięki czemu jest miejscem wartym odwiedzenia i poznania. – Czy jest coś jeszcze w tym zabytkowym pejzażu Łodzi, co czyni go unikatowym? – Pejzaż Łodzi jest niesamowity również ze względu na zachowane jeszcze kominy, piękne osie widokowe, założenia fabryczne oraz liczne, piękne wieże. Tak, tak, Łódź jest miastem wież. Mamy wieże kurzowe, wieże ciśnień, wieże kościelne. W zabudowaniach fabrycznych zawsze znajdziemy jakąś wieżę wieńczącą kompozycję. Takiego pejzażu pełnego fabryk, wież i niestety nielicznych już kominów nie ma żadne inne miasto w Polsce. – Jest pani Miejskim Konserwatorem Zabytków od półtora roku. Co się zmieniło w pracach kierowanego przez panią Wydziału przez ten czas? – Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę cofnąć się do momentu objęcia przeze mnie tego stanowiska. Trafiłam do Wydziału Ochrony Zabytków w bardzo trudnym i złym czasie dla zabytkowej tkanki Łodzi. To był okres zniszczenia fabryki Biedermanna. Stąd też pierwsze moje pomysły wędrowały w kierunku opracowania działań ograniczających bądź uniemożliwiających wyburzenia kolejnych obiektów zabytkowych, które są objęte gminną ewidencją zabytków. W tym momencie należy dodać, że w gminnej ewidencji zabytków znajdują się obiekty wpisane do rejestru zabytków, objęte wojewódzką ewidencją, ale również takie zabytki, które miasto doceniło i pragnie je chronić. Te ostatnie obiekty są bardziej narażone na rozbiórki, ponieważ nie posiadają prawnej ochrony konserwatorskiej. W sprawie ich zachowania walczymy, podkreślając wagę tych budowli dla historycznej mapy miasta. Wypracowaliśmy także nowy system dotyczący wyburzeń. Kiedyś każda delegatura mogła wydawać pozwolenie na rozbiórkę. W 2008 r., na przełomie maja i czerwca wprowadzony został w życie mechanizm, zakładający, że do wydawania pozwoleń na rozbiórkę budynków ujętych w gminnej ewidencji zabytków upoważniona jest tylko i wyłącznie komórka Urzędu Miasta Łodzi. Jest to Wydział Administracji Architektoniczno-Budowlanej. W ten sposób otrzymywany przez nią wniosek o udzielenie pozwolenia na rozbiórkę budynku zawsze jest przesyłany do Miejskiego Konserwatora Zabytków. Jednocześnie, dodatkowo każdy taki wniosek wysyłany jest do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków z prośbą o objęcie tego obiektu prawną formą ochrony konserwatorskiej poprzez wpis do rejestru, jeżeli dany obiekt na to zasługuje. Ten mechanizm kontroluje wszystkie wnioski dotyczące pozwoleń na rozbiórkę. W ostatnim czasie podjęliśmy uchwały o przystąpieniu do planu miejscowego, czyli aktu prawa miejscowego, określającego zestaw zasad i wytycznych dla ochrony i zagospodarowania obszaru z tkanką zabytkową. Na razie obejmujemy tym założeniem jedynie wybrane rejony miasta (15 uchwał). Mam nadzieję, że jest to wstęp do przyszłościowej ochrony zabytków poprzez mądre zapisy prawa miejscowego. Takie zapisy mają służyć w przyszłości również inwestorowi, który otrzymując konkretny wypis zasad postępowania w przejmowanym fragmencie miasta, wie dokładnie, na jakie działania może sobie pozwolić. Wydaliśmy również wnioski do komisji sejmowych z prośbą o ujęcie zasad dotyczących działań chroniących zabytki z gminnej ewidencji zabytków w ustawach, które mają moc nadrzędną nad decyzjami samorządów. Obecnie staramy się, aby inwestor zajmujący dany obszar miasta, spróbował, przy swoich założeniach inwestycyjnych, docenić tkankę zabytkową. Takie działania mogą umożliwić wkomponowanie historycznych obiektów w plany plastycznego gospodarowania przestrzeni. Myślę, że jest to rozwiązanie kompromisowe, dobre dla zabytków, ponieważ z jednej strony zachowujemy symbolicznie nasyconą, wartościową część miasta, a z drugiej – pozwalamy inwestorowi na wprowadzenie w życie pewnych nowych rozwiązań architektonicznych. Zapewnia to prace konserwatorskie i restauratorskie danego obiektu oraz dopasowanie do jego wyglądu i formy architektonicznej tych innowacyjnych planów urbanistyczno-architektonicznych. Dzięki temu te dwie sfery mogą stanowić spójną całość, pozwalającą na łączenie przeszłości z teraźniejszością. Do końca roku 2009 opracowujemy gminny program opieki nad zabytkami Łodzi. Projekt ten tworzy Krajowy Ośrodek Badań i Dokumentacji Zabytków oddział w Łodzi. To bardzo ważny dokument, gdyż ma na celu włączenie problemów ochrony zabytków do systemu zadań strategicznych, czy też podejmowanie działań zwiększających atrakcyjność zabytków zarówno dla potrzeb społecznych, jak też turystycznych, promocyjnych czy edukacyjnych oraz – co bardzo ważne – podjęcie się określenia warunków współpracy z właścicielami zabytków. Dokument ten wskaże konkretne zadania do wykonania, z których trzeba będzie się rozliczać, a to dopinguje do działania. Na koniec trzeba dodać, że o zmianach na lepsze, świadczy mniejsza ilość napływających wniosków o rozbiórkę. Myślę, że ludzie zaczęli dostrzegać, że nowa Łódź to już nie to samo, że bardziej doceniany jest ten stary, czasem odrapany, ceglany, bogaty w detale prawdziwy wymiar miasta. – Czyli rozumiem, że nowoczesne plany zagospodarowania przestrzeni Łodzi biorą pod uwagę jej tkankę historyczną? – Tak, oczywiście. Miasto, dokonując procesów rewitalizacji obszarów poprzemysłowych i śródmiejskich, zawsze zwraca uwagę na zachowanie charakteru zabytkowych budowli. Przykładem są tu prace modernizacyjno-konserwatorskie dokonane w obrębie Muzeum Włókiennictwa, dotyczące jednego z obiektów muzeum oraz stworzenia Skansenu Miejskiej Architektury Drewnianej. Z efektów tych prac jesteśmy bardzo dumni, zwłaszcza biorąc pod uwagę zainteresowanie ludzi tym obszarem. Odnajdujemy tam przecież połączone ze sobą dwa światy – zarówno tą fabryczną Łódź, jak i domy tkaczy i rzemieślników, które są postawione zaraz za ceglaną bramą. Widzimy starą łódzką uliczkę, napotykamy kościół przeniesiony z Nowosolnej. Inną ilustracją takiego postępowania są działania rewitalizacyjne w ścisłym śródmieściu, w okolicach ulic Sienkiewicza, Roosevelta, Piotrkowskiej. Ponadto projekt EC-1 zachowujący przy życiu piękną, secesyjną elektrownię, która jest chroniona i wkomponowana w założenie inwestycyjne. Takie rozwiązania dostrzegamy również na terenie „Manufaktury”, gdzie duch fabryczny zamieszkał w nowoczesnych rozwiązaniach przestrzennych. Tutaj proces rewitalizacji na pewno można uznać za bardzo udany. Z jednej strony mamy oczywiście komercję, ale ona nie odbiera stojącym tam budynkom ich symboliki. Odnajdujemy tutaj przestrzeń sztuki, kultury, rozrywki, architektury, zabytków. Mamy hotel w przędzalni, dyskotekę w budynku przemysłowym, restauracje, kawiarnie i oczywiście rynek – miejsce spotkań, koncertów. – Jakich obiektów, mimo tej nowo wypracowanej procedury, nie udało się ochronić, a jeśli tak, to dlaczego? – Przykładem jest tu niestety willa Bluma przy ulicy Wigury, którą na kilka dni przed wpisem do rejestru wyburzono w godzinach wieczornych. Podobny los spotkał zabudowania Ludwika Geyera przy ulicy Piotrkowskiej, gdzie wydano co prawda pozwolenia na rozbiórkę, ale nie dla wszystkich obiektów i te, które nie powinny zostać wyburzone, zniknęły z powierzchni miasta. Także czasem – mimo naszych zaktywizowanych działań, bo staramy się robić, co w naszej mocy – jeżeli inwestor ma złe zamierzenia, nie potrafimy go powstrzymać. Tutaj należy zaznaczyć, że to nie urzędnicy decydują o wyburzeniach, ale właściciel danego obiektu, posiadający konstytucyjne prawo własności. Często decyzje takiej osoby szkodzą tkance miejskiej, uszczuplają sferę zabytkową i historyczną Łodzi. Dlatego też z ciężkim sercem muszę powiedzieć, że my jako Wydział nie jesteśmy czasem w stanie przewidzieć czynów takich osób. Poza tym dla zabytków XXI wiek jest wiekiem trudnym. Po transformacji systemowej obiekty, które były państwowe, przeszły w ręce samorządów, a potem we władanie właścicieli prywatnych. Brak zwierzchnictwa państwa objawił się również brakiem funduszy na utrzymywanie tak szerokiego wachlarza zabytków w dobrej kondycji. Stąd też ta Łódź przemysłowa i jej tradycja tak szybko zaczęły znikać z mapy miasta. Natomiast te budynki, które wciąż trwają, które są piękne, nie mogą liczyć na należytą konserwację właśnie ze względów finansowych. Mimo iż miasto bardzo się stara wspomóc tę zabytkową Łódź poprzez prace konserwatorskie czy różne dotacje, to niestety tych pieniędzy będzie zawsze za mało. – Jakie są kryteria opiniujące, że dany zabytek ma być przeznaczony do rozbiórki? – Zgoda jest zależna od naszej opinii oraz zaciągniętej opinii od Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. WKZ w momencie otrzymania prośby z miasta o wpisanie budynku zagrożonego wyburzeniem do rejestru dokonuje oceny wartości danego zabytku w różnych kategoriach. Na ocenę końcową nakładają się tutaj takie aspekty jak: znaczenie zabytku dla miasta, jego wartość artystyczna, historyczna, naukowa. Za pomocą takich zmiennych ocenia się, czy dany zabytek jest szczególny i niezmiernie ważny dla miasta i opiniuje wówczas negatywnie jego wyburzenie. Gdy ocena zebrana wychodzi mierna, wtedy niestety pozwalamy na wyburzenie takiego obiektu. W przypadku wysokiej oceny wartości kulturowej obiektu zostaje on wpisany do rejestru zabytków województwa łódzkiego. – Ile łódzkich zabytków wpisanych jest obecnie do gminnej ewidencji? – Ponad 1450 obiektów. Mówię tutaj zarówno o tych wpisanych do rejestru, jak i tych chronionych przez miasto. – Czy jest jakiś zabytek, o który walczyła pani szczególnie? – Jeszcze raz z żalem wymienię willę Bluma przy ulicy Wigury i budynki Geyera przy ulicy Piotrkowskiej. W obu przypadkach niestety nie mogliśmy nic zrobić. To smutne. – Spotkała się pani ostatnio z przedstawicielami Sztabu Piotrkowska. Jakie przemiany mają dokonać się w tej przestrzeni miasta? – W moim przekonaniu powinniśmy się zająć ożywieniem podwórek przy głównym pasażu łodzian. Na tym odcinku otworzenie wnętrz, umożliwienie wejścia w głąb kwartałów rozbudzi miasto. Te podwórza będą atrakcyjne nie tylko dla mieszkańców Pietryny, ale również dla pozostałych osób, które na pewno chętnie je obejrzą, usiądą, odpoczną w tej ożywionej przestrzeni. Sama ulica Piotrkowska spełnia dla Łodzi tę samą rolę, co w zabudowach innych miast główne rynki. Piotrkowska jest dla Łodzi takim właśnie „rynkiem”, gdzie skupia się życie tego miasta. Na niej znajdują się najważniejsze instytucje i to właśnie tędy ludzie najczęściej chadzają. Także samo założenie uatrakcyjnienia sfery ulicy Piotrkowskiej pragnie przełamać dotychczasowy rytm chodzenia tą ulicą. Chcemy, aby to nie był tylko spacer od placu Wolności do ulicy Piłsudskiego, pragniemy ludzi na dłużej na Piotrkowskiej zatrzymać. – Jak te założenia przekładają się na sferę realizacji? – Z działań już podjętych w tym zakresie można wymienić zorganizowany w końcu 2008 r. konkurs na elewację roku i witrynę roku. Ocenialiśmy w nim wykonane prace konserwatorskie i poszanowanie tkanki zabytkowej. Natomiast w 2009 r. do kolejnej edycji konkursu dołączyliśmy trzecią kategorię: podwórze roku. Chcemy w ten sposób pobudzić użytkowników tych podwórek, właścicieli kamienic oraz wszystkich, którym ten skrawek miasta jest bliski, do zadbania o jego wygląd. Mam nadzieję, że dzięki takim konkursom i nagrodom w tej dziedzinie, uda nam się zaktywizować ludzi do działania, do docenienia zamieszkiwanego obszaru i dostrzeżenia jego wartości. Trzeba bowiem pamiętać, że Piotrkowska to nie tylko puby, kawiarenki, restauracje. To również usługi. Jeśli te wnętrza będą równie atrakcyjne jak sam pasaż, to będzie w nich tętniło życie. – A czy tkanka okolic ulicy Piotrkowskiej oraz innych obszarów zabytkowych miasta ma szansę stać się bardziej ujednolicona, tak aby tworzyła spójną całość, nie raziła chaosem i „kakofonią” barw? – Ten proces jest trudny i długotrwały, ale działania porządkujące i spajające przestrzeń miejską są realizowane. Jednym z istotnych wymiarów tych działań są konkursy architektoniczno-urbanistyczne na zagospodarowanie całych kwartałów organizowane przez Miejską Pracownię Urbanistyczną. Taki zabieg ma służyć między innymi poszanowaniu sfery zabytkowej, wyeksponowaniu najważniejszych elementów danego rejonu, uspójnieniu pejzażu. Niedługo będzie rozstrzygnięcie konkursu Źródeł Piotrkowskiej, który dotyczył obszaru od Starego Rynku po kwartały wokół placu Wolności, do kwartału przy ulicy Ogrodowej. Na przyszłe lata planowane są kolejne takie konkursy, czyli jak widać – taka forma zarządzania przestrzenią miasta staje się powoli tradycją. Prace konkursowe mają służyć jako wytyczne do planów miejscowych. – Jak do tych zarysowanych przemian architektoniczno-urbanistycznych i planów konserwacji i rewitalizacji ma się przestrzeń reklamy? Czy sfera zabytkowa, sfera tożsamości miasta ma szansę być wolna od rażących elementów reklamowych, czy jesteśmy skazani na łączenie symbolicznej przestrzeni z komercją? – Cóż… w bieżącym roku weszło w życie zarządzenie Prezydenta Miasta Łodzi dotyczące urządzeń reklamowych i wizualnych na ulicy Piotrkowskiej. Ja również uważam, że trzeba w jakiś sposób ten chaos reklamowy wreszcie uporządkować, bo niestety odciąga on naszą uwagę od tego, co najważniejsze. Zamiast podziwiać piękny budynek i jego historię, gubimy się w natłoku reklam. Zasady radzenia sobie z tym reklamowym natręctwem zostały spisane właśnie w zarządzeniu prezydenta. Są to wytyczne dotyczące jedynie ulicy Piotrkowskiej, ale mam nadzieję na rozszerzenie takich działań, wdrożenie ich w pozostałe tkanki miasta. Może w ten sposób, małymi krokami uda nam się ten reklamowy chaos ujarzmić. – A co z promocją zabytkowej Łodzi na zewnątrz? – Moim zdaniem promocja zabytkowej Łodzi powinna być jak największa. Bez tej historycznej otoczki miasta nie byłoby Łodzi, bo przecież to miasto nie powstałoby, gdyby nie przemysł włókienniczy. W związku z tym nie mielibyśmy poprzemysłowych zabytków, pałaców, całych założeń osiedlowych. Dlatego też trzeba promować Łódź właśnie taką, jaką ją dostaliśmy od innych pokoleń. Na temat samych działań stricte promocyjnych na pewno wiele do powiedzenia ma Biuro ds. Promocji UMŁ, natomiast nasz wydział też ma w tej kwestii pewne pomysły. Jesteśmy teraz w trakcie wykonywania projektu Iluminacja Miasta Łodzi i właściwie zmierzamy do finału. Chcemy pokazać, że Łódź można prezentować również światłem. Odpowiednie oświetlenie zabytków ma na celu pokazanie ich walorów, niezwykłych detali. Oprócz tego podjęliśmy działania mające na celu wpis krajobrazu Łodzi przemysłowej jako Pomnika Historii. Zadanie to jest bardzo ważne dla miasta, ponieważ na dzień dzisiejszy mamy 36 Pomników Historii w całym kraju. Uzyskanie takiego wpisu jako Pomnika Historii dla Łodzi przemysłowej byłoby na pewno dużym sukcesem i istotną formą promocji Łodzi zabytkowej na zewnątrz. Będziemy także w 2010 r. współorganizować z Instytutem Architektury i Urbanistyki konferencję pn. Zakres i granice ingerencji konserwatorskiej w adaptacji obiektów i zespołów poprzemysłowych. Tematem będą aspekty ochrony obiektów przemysłowych, które – tak jak w przypadku Łodzi – tracą swoją pierwotną funkcję i musimy dla nich szukać nowego przeznaczenia. I jeszcze jedno z działań podjętych w 2009 r. – uruchomienie strony internetowej podpiętej pod stronę UMŁ, która będzie relacjonowała działania miasta w zakresie ochrony zabytków i rewitalizacji. Chciałabym, aby każdy miał możliwość wglądu do prac wykonywanych przez Oddział Ochrony Zabytków. Strona ta ukazywałaby rezultaty, postępy, podjęte działania prac konserwatorskich i restauratorskich wykonywanych w ciągu każdego kolejnego roku. Miałaby także na celu uświadomienie mieszkańcom, inwestorom i właścicielom obiektów, że warto poświęcić czas oraz pieniądze na konserwację zabytków. – Gdzie dzisiaj szuka się pomysłów zagospodarowania przestrzeni naszego miasta, kto ją projektuje? – W tej kwestii nastawiamy się przede wszystkim na kooperację z młodymi ludźmi jako wizjonerami naszego miasta. Dlatego też współpracujemy ściśle z Politechniką Łódzką, z Instytutem Architektury i Urbanistyki. Ja osobiście bardzo szanuję i cenię sobie tę współpracę. W 2009 r. ogłosiliśmy także konkurs o Nagrodę Prezydenta Miasta Łodzi pn. Rewitalizacja obszarów zabytkowych i ochrona zabytków w pracach dyplomowych studentów Politechniki Łódzkiej dla studentów Instytutu. Myślę, że to właśnie na tej uczelni rosną nasi przyszli twórcy przestrzeni miasta. Miejmy nadzieję, że wprowadzając w życie swoje projekty, nie zapomną, że pole ich wizji usypane jest z ziemi pełnej historycznego dziedzictwa. Dodatkowo bardzo cenię sobie współpracę w kwestii zarządzania tkanką miasta z młodymi działaczami organizacji pozarządowych. Osoby takie przesyłają do mnie cenne uwagi dotyczące zabytków, mają głowy pełne pomysłów i – co najważniejsze – chęć ich realizacji. Tacy młodzi, aktywni ludzie są nam potrzebni. Przynoszą świeże spojrzenie na sprawy miasta i nie zapominają o jego historii. Mamy również od zeszłego roku kolejnych społecznych opiekunów zabytków. I myślę, że w najbliższych latach osób chętnych do pełnienia tej funkcji będzie jeszcze więcej. – Czy pani zdaniem, Łódź fabryczna – w sensie zabytków poprzemysłowych – przetrwa i ocali swoją opowieść dla przyszłych pokoleń? – Ciężko mi odpowiedzieć jednoznacznie na takie pytanie, bowiem nie jesteśmy w stanie przewidzieć rozwiązań inwestycyjnych oraz tego, co tkwi w głowie osób zarządzających danym terenem. Niemniej jednak, powracając do tego, co powiedziałam wcześniej, poprzez większą wrażliwość i świadomość społeczną na sprawy tej starej Łodzi oraz nasze działania ochronne, dzisiejsi inwestorzy nie są już tak odważni w swoich planach, coraz rzadziej decydują się na rozbiórkę, a częściej na wkomponowanie zabytku w swój projekt. – Gdyby miała pani dokończyć zdanie „Łódź to miasto…”? – Hmm… Łódź to miasto przyszłości. Łódź to także miasto tolerancji i Łódź to miasto, które zaprasza innych do siebie, bo warto je odwiedzić, a nawet w nim pozostać. Rozmawiała: Joanna Wygnańska – doktorantka Studium Socjologii UŁ
|